
CYTATY Z DZIENNIKA DUCHOWEGO
S. IRENY DZIEWAŁTOWSKIEJ-GINTOWT
Na każdym kroku jest okazja do przełamania swej woli, do złożenia z niej ofiary Panu Jezusowi.
Zdaje mi się, że każdy swój obowiązek choćby najmniejszy, muszę wypełnić z miłością i z możliwie
największą dokładnością, że mi nie wolno szukać rzeczy wielkich. (s. 56)
Jezu, to dla Ciebie, bo Cię kocham, daj mi więcej cierpień, zgnieć mnie w ogniu cierpienia. (s. 77)
Obiecywałam Panu Jezusowi wychylić do dna kielich, jaki mi podano (s. 78)
Włóż na mnie oschłość innych sióstr, a im daj wiele pociech (s. 87)
Gdyby tej Męki nie było, nie miałabym tego Jezusa w Tabernakulum, ofiary Mszy świętej i tylu łask,
jakie ta ofiara ze sobą przyniosła. I chciałabym razem z Jezusem zawisnąć na odwrotnej stronie
Jego krzyża, by z Nim razem lud kochać i cierpieć i mieć współudział w odkupieniu (s. 91)
Ja chcę kochać po to, by Mu wynagradzać moją podłość, chcę kochać, bo serce pragnie tej miłości,
bo tylko On jeden jest godzien tej miłości (s. 92)
Ja Mu się czasami wymykam z rąk, a On mnie ściga swoją łaską. Ja się opieram tej łasce, a On mówi:
wszystko jedno i tak będziesz moja (92)
Kochać, to cierpieć (s. 80)
Styl życia posłusznego: ...oto zdeptać i zgnieść swoją wolę... (s. 67)
O, jak bardzo bym chciała męczeństwa! (...) ale bądź wola Twoja. (...) O tak! Muszę ratować dusze
biednych grzeszników. Kochać i cierpieć, by jak najmniej dać dusz piekłu (s. 93)
Jemu podoba się taka ukryta męka duchowa. Tak mi się chciało duchem ukorzyć u stóp Jezusa,
czułam, że On jest blisko, tylko na przeszkodzie między mną a Jezusem stoi ta trzecia osoba.
Tej przeszkody ominąć nie sposób (s. 97)
Żądaj mój Jezus, czego chcesz, wszystko uczynię - byleby tylko zgnieść swoją wolę (s. 97)
Iść naprzód, na ślepo, ochoczo i z wiarą, że żaden wysiłek nie będzie próżnym o ile będzie
owiany czystą intencją, gorącą i serdeczną miłością (s. 98)
Zapomnieć muszę całkiem o sobie i nigdzie więcej nie szukać szczęścia, jeno w poznaniu,
ukochaniu i spełnieniu woli Bożej (s. 98)
Pan Jezus w tabernakulum taki cichy i pokorny - a ileż on z głębi tabernakulum mówi do duszy.
Jak każe się uniżać, uwielbiać, kochać i naśladować (s. 100)
O Jezu! Upokorz mnie, zdepcz, zgnieć moją pychę a potem przemień mnie w siebie (s. 100)
Kiedy moja dusza kroczy za wzgardzonym, cierpiącym Jezusem - czuję, że chociaż jestem
taka mała i słaba - duszę mam bardzo szeroką, że w tej duszy nie tylko mogę zmieścić świat cały,
lecz i tego, który ten świat stworzył. I wtedy czuję, że ta ofiara jakiej dokonał Pan Jezus
tu na ziemi, jest mi tak bardzo drogą i bliską, ze i ja muszę w niej wziąć udział. Ja muszę
cierpieć, nie tylko by wynagradzać moje grzechy, lecz grzechy tych wszystkich, którzy dziś
się naigrywają się z Jezusa. Nie tylko wynagradzać, ale te dusze pociągnąć do Jezusa,
a pociągnąć przez ofiarę i cierpienie (s. 101)
Pan Jezus tyle wycierpiał, a świat tego nie ceni. Szydzi z tej miłości. O, jakże bardzo
kocham te biedne dusze, które tak dzisiaj czynią. I boli mnie, gdy ktoś się o nich z
pogardą wyraża. Wszak one mają dusze będące obrazem Boga. I to dusze biedne, bo jakże
ich duszę musi boleć, jak musi się miotać i cierpieć i jak szukać pokoju...
O, to cierpienie okropne. I żal mi tych dusz. O, gdyby one choć trochę mogły
zaznać tej słodyczy, jaką daje miłość Jezusowa. Oni tak cierpią. A cierpią na marne.
I Jezus cierpi - bo oni Nim gardzą... więc chcę cierpieć za świat cały. O, jakże bym
chciała krzyż zatknąć w sercu i cierpieć, cierpieć, ale by nikt tego nie mógł się
domyślić, tylko Jezusa był świadkiem tego, a nawet by Jezus tego nie widział (s. 101)
Czułam, że wobec potrzeb świata mój krzyż jest bardzo malutki. Wstyd mnie ogarnia,
ale zarazem i radość, bo wiem, że Jezus ukochał malutkich i nędznych, że On i z błota,
jeśli zechce może uczynić arcydzieła swoje (s. 113)
Prosiłam o krzyż, którego ciężar mógłby mnie całkiem zmiażdżyć, bylebym tylko cierpiała - a cierpiała po to, aby wyrywać dusze piekłu i składać je u stóp Jezusa (s. 111)
Miłość mirzy się iloczynem cierpień (s. 115)
Nawet upadki nie odbierają mi pokoju ducha (s. 54)
A ja wierzę, że wszystko co Pan Jezus mi daje, daje celowo. Jego Boskie oko jest na mnie
zwrócone. Moje zadanie - kochać Go na ślepo i ufać Mu bez granic. Niech robi co chce...,
niech się Jezus mną bawi (s. 90)
Czyż podobna, by taki surowy sędzia siedział w maleńkim tabernakulum? To tylko zakochany
szaleniec tak może zrobić, jak Ty uczyniłeś (s. 81)
Nie obchodzi mnie przyszłość. Dziś jestem Jego i to mi wystarcza. O jutro wcale się nie
troszczę. Tylko dziś chcę trwać przy Nim, tylko dziś chcę Mu być wierną, błagam o siły
tylko na dziś (s. 119)
Oddaję Ci się na ofiarę. Krzyżuj mnie.
Daj mi cierpienie ducha. Bo chcę cierpieć tak,
by się nikt tego nie domyślał nawet. Ukryj mnie Jezu w swym Sercu na wieki. Rozpal me serce
Twoją miłością. Niech Cię kocham gorąco, niech cała płonę, i w końcu niech cała spłonę
w ogniu Twej miłości. O! Kocham, kocham Cię całą duszą. I wiem, że Ty mnie też kochasz! (s. 64)
Chryste, chcę Twej woli. Tylko Twej woli! Zdepcz mnie, zgnieć, bym była całkiem malutką...
Mało tego, bym się stała niczym, niech się z każdą chwilą umniejszam po to, byś Ty mógł we
mnie wzrastać. Oddaję Ci się na ofiarę, krzyżuj mnie. Daj mi cierpienie ducha, bo chcę
cierpieć tak, by się nikt tego nie domyślał nawet. Ukryj mnie Jezu w swym Sercu na wieki.
Rozpal me serce Twoją miłością, niech Cię kocham gorąco, niech cała spłonę w ogniu Twej miłości.
Przyjdź Duchu Święty, ukochany Oblubieńcze i daj mi światło, oświeć tych,
którzy mają decydować o mym losie. Przyjdź, bom Twoja na wieki. (s. 65)
O, Chryste! Chcę cierpieć za cały świat! Przyjmij mnie jako ofiarę ekspiacji,
krzyżuj, gnieć, tylko ulżyj światu i wróć biedną Ojczyznę. Daj mi męczeństwo
ciała i ducha, niech cierpię, byleby innym było lżej. O! Jak dusza wyrywa się do męczeństwa!
Ach, Jezu! Rób co chcesz. Ja się na wszystko z góry zgadzam. Jezu, Ty nie patrz na to,
że to co mi dajesz w pierwszej chwili jest dla mnie ciężkie, a nieraz nawet przejmuje
to odrazą. Słaba jestem. Natura się oburza, lecz Ty patrz na wolę, którą chcę całkowicie
poddać Twojej woli. Niech się, mój Jezu, co chce dzieje! (s. 85)
O, jak bardzo jestem nędzna. Ale Ty kochasz nędzę, która się przed Tobą korzy.
Ty z mojej nędzy zrobisz to, co Ci się będzie podobało. A co? To mnie, mało obchodzi.
Byleby tylko Cię kochać i być Twoją na wieki (s. 119)
Zaledwie minęło minęło parę godzin
od Komunii świętej, a już się wyglądało wieczora i
czekało jutra, by się znowu z Nim połączyć (s. 51)
Siedziałam przy oknie na vis a vis kościoła. Więc nieraz nie słyszałam lekcji, całą duszą
tonąc u stóp Jezusa. To była przyczyna niechęci tej profesorki (ale jej przedmiotowi
najwięcej poświęcałam czasu w domu) (s. 52)
Chociaż, gdy byłam pierwszy raz na ich modlitwach wspólnych, to się czułam wyższą od nich,
zdawało mi się, że poziom ich dusz jest bardzo niski, ze one się nie modlą, a tylko piszczą.
Aż drgnęłam. Jezu, przebacz mi (s. 63)
Jezus jest Panem swych darów. Da mi coś, Jego łaska, a nie da - również mi dobrze (s. 88)
Być misjonarką klęcząc u stóp Jezusa zdeptawszy całkiem swą wolę (89)
Wcisnąć się jak apostołka do każdej duszy, do każdego serca. Modlitwą i cierpieniem
wszystkich ogarnąć i cicho, w ukryciu nieść im pomoc (s. 312)
Kapłan udziela Komunii świętej. Wszystkich komunikujących ogarniam duszą jak również kapłana
Całą pustkę mej duszy, walkę - zanurzyłam w kielichu i z Boską Krwią zlałam na konfesjonał.
I byłam szczęśliwa. Niech cierpię - byle tam Boża łaska spływała (s. 242)
Twoje Rany są ogromne. Twoja Krew wszystko zmyć może... Ubogą mam duszę, lecz w tej Krwi
takie skarby się kryją. Nędza zlana tą Krwią (s. 233)
On kocha nędzę ludzką, chociaż
go ona tak rani... (s. 92)
I kto wie? Gdybym nie upadła w dzieciństwie - nie miałabym tak wielkiego powodu
do uniżania się, a więc pycha miałaby lepszy grunt do wzrastania. Jezus nie miałby mi tyle
do wybaczenia (s. 91)
Zazdroszczę dziewictwa św. Janowi. Czyż mam z rozpaczą załamywać ręce? O nie! Ja będę przy
Tobie bliziutko, pokaże Ci całą moją nędzę, wszystkie plamy. I chociaż jestem taka czarna,
to z ufnością do Ciebie się przytulę. I siłą rzeczy będę musiała Cię więcej miłować, boś mi
wiele odpuścił, niż innym. Całą moją przeszłość zanurzam w Twoim Sercu, a ogień, który w nim
płonie spali całą moją nędzę (s. 92)
Co daj Jezusowi w zamian za Jego miłość? Szeroko otworzyłam serce i pokazałam wszystkie
Katy wypchane śmieciami i błagałam o siłę do wytrwania, o ducha ofiary i wierne współdziałanie
z łaską (s. 297)
Gdy czasem bywa bardzo sucho i
nie mam naprawdę siły do niczego, wtedy biorę różaniec i
gonię w kółko: "Jezu kocham Cię", albo coś innego, co mi w danej chwili serce podyktuje (s. 93)
Chcę Panu Jezusowi dać wielu świętych (...)
Muszę ich mnóstwo dać Panu Jezusowi. To moje
posłannictwo (...) Na skrzydłach ufności można zawojować i unieść ku Jezusowi wiele dusz.
Wszak On pozostał w tabernakulum po to, by wspierać ludzką nędzę (s. 95)
Wierzę, że na skrzydłach ufności, dziecięcej miłości - wzlecę wysoko, że te, zdaje się,
odległe i niedostępne szczyty świętości posiądę (s. 96)
Cały świat składam w ręce małego Jezusa, by ukoił serca znękane, by utulił ból cierpiących
dusz, by wejrzał na biedę i nędzę ludzką (s. 115)
Nie wolno mi żałować siebie, gdy tyle dusz ginie (...) za wszelką cenę je wspierać, ratować
i rzucać pod stopy Jezusowe (s. 117)
Bo chociażby przełożony rozkazywał
w złudzeniu, z uprzedzeniem, a nawet ze złością i
nienawiścią, wszakże rozkaz jego jest zawsze wolą Bożą, bo od Boga zależy wszystko.
Więc przemawiaj do mnie, Jezu, przez usta tych, których nade mną postawiłeś, a ja
będę słuchała na ślepo (s. 98)
Muszę być czujną i wierną każdemu poruszeniu łaski (...) Wszak życie jest wielkim skarbem, z którego nie wolno mi nic zmarnować. Muszę wybrać najcenniejsze klejnoty i wartość ich pomnożyć w tym stopniu, w jakim Jezus użyczył do tego łaski (s. 89)
W czasie każdej Mszy świętej przy konsekracji składam swą duszę w ręce kapłana odprawiającego
Mszę świętą i proszę gorąco Pana Jezusa, by zamieniając hostię i moją duszę przemienił w malutką
hostię, w której by On przebywał (s. 100)
Moje życie - to ma być ciągła ofiara, to ma być jedna długa Msza święta, w czasie której ta mała
czarna Irka - hostia, ma być konsekrowana przez samego Pana Jezusa (s. 100)
W czasie Konsekracji wcale nie zazdrościłam kapłanowi. Czułam się sama kapłanem. Całą duszą
to czyniłam, co on czynił, a w jaki sposób? Ja sam Anie wiem. Ta ofiara, którą kapłan składał
na ołtarzu była mi tak droga i bliska. Być kapłanem, będąc tym czym jestem, zdobywać dusze
ludzkie, cały świat objąć duszą, modlitwą i wszystkie swe pragnienia na niego zlać (s. 114)
Ja u stóp Jezusa, przytomna temu, co się ongiś działo na Golgocie, a co się dziś powtarza na
ołtarzu, że dziś i ja mogę zawisnąć na ołtarzu Golgoty i cierpieć... a cierpiałam bardzo (s. 112)
Mnie nie wolno myśleć o sobie - gdy mam przed sobą cały świat tak ogromny i biedny, bo ubogi
w Jezusa. A Jezus - tak ubogi w dusze Go miłujące. Kochać, kochać, a w dowód miłości rzucać
Jezusowi pod stopy dusze ludzkie. Dusze, za które codziennie w każdej Mszy świętej mam czerpać
z kielicha Boską Krew i zlewać ją. Tak. Jezus codziennie jest zawieszony między niebem a
ziemią na rękach kapłana, by mi przypomnieć: "a Ja, gdy zawisnę między niebem a ziemią,
pociągnę wszystkich do siebie"(s. 117)
Chwila podniesienia jest mi bardzo drogą chwilą. W czasie konsekracji składam swą duszę
na ręce kapłana, by mnie przemienił w hostię ofiarną, a w czasie wzniesienia Hostii rzucam
pod stopy Jezusa cały świat i zlewam na niego Boską Krew i kocham, wielbię, cierpię i wynagradzam.
I wtedy czuję się malutką, a zarazem i bardzo wielką - bo mogącą objąć cały świat, a nawet i
Tego, który ten świat stworzył. Czuję się słabiutką, a zarazem i tak bardzo silną, bo
mogącą ogrom miłosierdzia Bożego przelać na cały świat (s. 118)
Podłóż ogień całopalnej ofiary i spraw, bym jak hostia ofiarna, którą Ty sam będziesz
konsekrował w ciągu mego życia - spłonęła zupełnie, jako ofiara za kapłanów i grzeszników (s. 274)
O, jakże muszę wyjść z siebie,
by zanurzyć się w Bogu, by tylko być z Nim i w Nim,
by tylko trwać u Jego stóp, kochać i w milczeniu mówić Mu wiele - nie mówiąc ani słowa (s. 102)
Kiedy pożar ogarnia dom, wszystko wyrzucamy przez okno - to znaczy, że kiedy dusza zapali
się ogniem miłości Bożej - nie trzeba jej już ani kazań, ani czytań duchowych, ani zachęt
spowiednika. Bez tego już wyzbywa się wszystkiego, aby posiadać i miłować Boga jako
swój skarb jedyny (s. 105)
Cieszę się, że mogę trochę się
pomęczyć wewnątrz i że to mogę ofiarować za kapłanów.
Och, cierpieć, cierpieć za kapłanów, by przez ich ręce zdobyć jak najwięcej dusz czystych
i naprawdę ofiarnych (s. 112)
Wolno mi modlitwa i ofiarkami wtargnąć w życie kapłana, a tym samym nie tylko mieć udział
w tym życiu, lecz stać się kapłanem. Ufnością można dokonać wszystkiego, nawet góry przenosić (s. 117)
Mam zostać świętą zakonnicą - ofiarą za kapłanów, by przez ich ręce zdobywać dusze biednych
grzeszników. Mam być zakonnicą - kapłanem (s. 292)
![]()